Aktualność

Jarosław Kłys: Mogłoby się to źle skończyć

- Okres przygotowawczy w pełni...
- Nikt z reguły za nim nie przepada. Ja go jednak lubię (śmiech).

- Czemu?
- Bo jest to coś nowego. Potrenuje się różne inne dyscypliny, zagra się w piłkę. No a przede wszystkim większość ćwiczeń odbywa się na świeżym powietrzu. Pogoda dopisuje, jest ciepło i słonecznie. Ja nie narzekam.

- W harmonogramie zajęć pojawił się kick-boxing...
- Dopiero zaczęliśmy tego typu ćwiczenia i jak to na początku – człowiek jest zafascynowany. To bardzo fajna sprawa i kolejne urozmaicenie.

- Ciosy, które podpatrzycie na treningach przydadzą się później w hokeju?
- (śmiech) Niekoniecznie. Hokej to gra zespołowa, a nie sztuka walki. Tego typu zajęcia pozwalają nam natomiast wyładowywać swoją złość, czy energię, która gromadzi się w nas przez cały tydzień. Na pewno nie będziemy się chcieli przez to częściej bić na lodzie (śmiech).

- Nikt z podbitym okiem z treningu jeszcze nie wyszedł...
- Bo trenujemy głównie na workach, na skakankach, czy z odważnikami. O sparingach między sobą nie ma jednak mowy, bo mogłoby się to źle skończyć dla niektórych.

- Dlaczego?
- Chodzi o zaangażowanie. Co z tego, że są założenia, by walczyć na pół gwizdka, jak potem przychodzi starcie, człowiek zapomina o zabawie i bije się na serio. Na tych zajęciach koncentrujemy się głównie na technice, na koordynacji. I niech tak zostanie.

Rozmawiał Dariusz Guzik